Sunday, November 11, 2007

Nasi najwięksi

Nasi najwięksi
Nasz Dziennik, 2007-11-11
Był 11 listopada 1978 r., zakazane przez komunistów na pół wieku Święto Niepodległości. W podziemnej krypcie pod wieżą Srebrnych Dzwonów w Katedrze Królewskiej na Wawelu, przy trumnie Józefa Piłsudskiego zebrało się kilkudziesięciu żyjących jeszcze żołnierzy Marszałka, aby tak jak każdego roku oddać w tym dniu hołd pamięci twórcy niepodległości Rzeczypospolitej. Kilka miesięcy wcześniej ks. kard. Karol Wojtyła obiecał weteranom Legionów, że razem z nimi w 60. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości będzie modlić się przy trumnie Marszałka Piłsudskiego.

Kardynał Wojtyła zwrócił się do sędziwych bohaterów walk o wolność Ojczyzny tymi słowami, jakimi zwracał się do nich już wielokrotnie wcześniej, m.in. w 1975 r. na opłatku w Krakowie: "Dobrze, że strzeżecie tych wszystkich śladów i tej drogiej sercu Polaka trumny Marszałka. Dobrze, że tego wszystkiego strzeżecie, pilnujecie, bo to są skarby, to jest nasze wspólne dziedzictwo". Ale 11 listopada 1978 r. kardynała Wojtyły nie było jednak, wbrew uczynionej wcześniej obietnicy, w podziemiach wawelskiej katedry.

* * *
16 października 1978 r. konklawe w Rzymie wybrało Polaka na Papieża! Metropolita Krakowa kardynał Karol Wojtyła został Ojcem Świętym Janem Pawłem II!
11 listopada 1978 r. przy sarkofagu Marszałka, pod wizerunkiem Matki Bożej Ostrobramskiej w podziemiach wawelskiej katedry zgromadzeni weterani w ciszy oddawali hołd wodzowi Polski. I wtedy spontanicznie zabrał głos jeden z nich - sędziwy Stanisław Przywara-Leszczyc, artysta malarz, a niegdyś porucznik 4. Pułku Legionów oraz bohaterski obrońca Lwowa w 1920 roku. Ubrany był w legendarny szary mundur legionisty.
Stanął przy trumnie swego Komendanta, przyłożył rękę do maciejówki i tak salutując, zameldował: "Panie Marszałku - melduję, że w 6. rocznicę wywalczenia wolnej i niepodległej Polski stajemy wszyscy przy Tobie. Kardynał Karol Wojtyła jest nieobecny, ale jest On już w Rzymie naszym JP II. Ty jesteś naszym JP I, a JP - to wiekopomne słowa Jeszcze Polska...".
W takich okolicznościach został historycznie sformułowany po raz pierwszy tak ważny dzisiaj w Polsce, w Europie i świecie, powtarzany we wszystkich językach skrót JP II. Został sformułowany w miejscu nierozerwalnie związanym z dziejami Polski, w miejscu nierozerwalnie związanym z Józefem Piłsudskim, jak też Karolem Wojtyłą.

* * *
Był rok 1880. W gimnazjum obok kościoła Świętych Janów w Wilnie wówczas niespełna 13-letni chłopak Józef Piłsudski, nazywany zdrobniale z wileńska Ziuk, Ziuczek - nudził się na lekcji, odbywającej się w obowiązkowym języku zaborcy - po rosyjsku. Na ostatniej stronie zeszytu chłopiec ćwiczył swój dorosły podpis. To wtedy właśnie zdał sobie sprawę, że inicjały jego imienia i nazwiska J. P., stanowią zarazem skrót pierwszych słów najważniejszej polskiej pieśni "Jeszcze Polska...".
Ta pieśń nie była wtedy hymnem, bo Polski nie było na mapie Europy. Ale od tamtej pory aż do śmierci Józef Piłsudski był niezmiernie dumny z tego, że literki JP oznaczają jego osobę, a zarazem to, co dla Narodu Polskiego najważniejsze, nawet w najgorszych, najbardziej tragicznych sytuacjach, że "Jeszcze Polska nie zginęła...". W jednym ze swych najbardziej słynnych rozkazów do Wojska Polskiego JP zwracał się do swych żołnierzy: "Po upadku Polski każde pokolenie zrywało się do walki o utracony byt niepodległy, każde pokolenie słało na pole bitwy żołnierza jako przedstawiciela Ojczyzny, by krwią serdeczną wpisywał w księgę dziejów: 'Jeszcze Polska...'. Zdawało się, że już nowe pokolenia nie odważą się stanąć do walki, że zaborcy triumfowali na zawsze. Imię Polski zostało wymazane z pamięci świata, a naród szedł na poniewierkę, jak każdy niewolnik.
Żołnierze! Krew waszych przodków pisała w dziejach smutne... 'nie zginęła!'.
Wy - szczęśliwsi, dziś po raz pierwszy w wolnej Ojczyźnie, krwią swą piszecie 'Żyje!' I zginąć nie może".

* * *
W latach 1918-1939, szczególnie po 1935 r., coraz częściej skrót JP pojawiał się na popiersiach i pomnikach Marszałka, na sztandarach i wojskowych odznakach. Tak Rzeczpospolita czciła pamięć tego, który wywalczył jej wolność i niepodległość, a następnie obronił przed komunistyczną nawałą Armii Czerwonej, która w 1920 r. szła na Zachód pod bolszewickim hałasem "Naprzód - przez trupa Polski do serca Europy". Jan Paweł II wielokrotnie nawiązywał do szczególnej daty swych urodzin - 18 maja 1920 roku. Powiedział między innymi: "Jeżeli Pan Bóg pozwoli mi być jeszcze kiedyś na Wawelu, to pójdę do grobów królewskich i pójdę też do grobu Marszałka. Wtedy przyszedłem na świat, kiedy szli na Warszawę bolszewicy, kiedy dokonał się cud nad Wisłą, a jego narzędziem, narzędziem tego cudu nad Wisłą w znaczeniu historycznym był niewątpliwie Marszałek Piłsudski i cała polska armia".

* * *
Karol Wojtyła urodził się w Wadowicach dokładnie 18 maja 1920 roku. Jego ojciec kapitan Wojska Polskiego Karol Wojtyła był emerytowanym oficerem słynnego 12. wadowickiego pułku piechoty. Wadowice, wtedy liczące 7 tys. mieszkańców, były opustoszałe, ponieważ stacjonujący w mieście 12. pułk wyruszył na wojnę w obronie Rzeczypospolitej. W Wadowicach pozostała jedynie komenda uzupełnień, gdzie szefem był ojciec przyszłego Papieża. Wadowiczanie dumni byli ze swego pułku. Nie tylko w koszarach, ale po prostu na ulicach miasta nucona była żołnierska piosenka:
"12. pułk piechoty zna się na bagnecie,
Co mu Moskal w drodze stanie - to zaraz go zmiecie".
Tradycja zwycięskiej wojny z Rosją oraz tradycja wcześniejsza Legionów i w ogóle tradycje patriotyczne związane z postacią Marszałka Piłsudskiego były w Wadowicach, podobnie jak w całej Małopolsce, w latach II Rzeczypospolitej bardzo silne. W takiej atmosferze wzrastał młody Karol Wojtyła. Z portretem Marszałka Piłsudskiego w rodzinnym domu oraz z galicyjską tradycją o pobycie Piłsudskiego w Wadowicach przed 1914 rokiem.
Jako chłopiec nieomal od kołyski przyszły Papież był wychowany w tradycjach patriotyczno-wojskowych przez swego ojca. Warto zaakcentować, że przecież drugie imię - Józef, otrzymał malutki Karol Wojtyła dla upamiętnienia zwycięskiego wodza, zdobywcy Kijowa - marszałka Józefa Piłsudskiego. Biografowie Ojca Świętego pod datą 16 maja 1935 r. odnotowują, że to właśnie 15-letni gimnazjalista Wojtyła wystąpił na akademii żałobnej w szkole w Wadowicach, deklamując poezje ku czci zmarłego kilka dni wcześniej Marszałka. I wreszcie 18 maja 1935 r. - dokładnie w dniu urodzin Karola Wojtyły - odbył się wspaniały uroczysty pogrzeb w katedrze na Wawelu największego Polaka XX wieku. Tak o Piłsudskim myślał wówczas i później Karol Wojtyła.
Jako chłopiec, jako młody ksiądz, jako biskup, jako kardynał Karol Wojtyła wielokrotnie odwiedzał grób Marszałka. Oficjalnie jako Papież modlił się przy trumnie Józefa Piłsudskiego na Wawelu w czasie pielgrzymki do Polski w sierpniu 1991 roku.
Z całym swym orszakiem, z kard ynałami, biskupami Jan Paweł II zszedł do krypty pod wieżą Srebrnych Dzwonów i modlił się za tego, który uratował w 1920 r. Polskę i Europę. Potem jeszcze wiele razy Jan Paweł II - JP II, odwoływał się do osoby Marszałka i zwycięstwa nad komunistyczną Rosją, m.in. w swej ostatniej książce "Pamięć i tożsamość". Cytowany poniżej fragment to bodajże jedna z najbardziej doniosłych politycznych myśli Ojca Świętego w całym jego pontyfikacie:
"Już wtedy w 1920 roku zdawało się, że komuniści podbiją Polskę i pójdą dalej do Europy Zachodniej, że zawojują świat.
W rzeczywistości wówczas do tego nie doszło. 'Cud nad Wisłą', zwycięstwo Marszałka Piłsudskiego w bitwie z Armią Czerwoną, zatrzymało te sowieckie zakusy. Po zwycięstwie w II wojnie światowej nad faszyzmem, komuniści z całym impetem szli znowu na podbój świata, a w każdym razie Europy.
(...) Już jako papież, usłyszałem to z ust jednego z wybitnych polityków europejskich. Powiedział:
'Jeżeli komunizm sowiecki pójdzie na Zachód, my nie będziemy w stanie się obronić. Nie ma siły, która by nas zmobilizowała do takiej obrony...'".
A Polacy mieli te siły. Potrafili zupełnie sami z determinacją obronić i siebie, i zagrożoną Europę. Nie tylko przecież w 1920 roku. Cytowana powyżej wypowiedź Jana Pawła II w zadziwiający sposób koreluje z podobnymi licznymi wypowiedziami Józefa Piłsudskiego. Proszę tylko porównać:
"Nie ma Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie. (...) Polska jest stale oskarżana w innych państwach. Jest w tym wyraźna i niedwuznaczna chęć posiadania w środku Europy państwa, którego kosztem można byłoby załatwić wszystkie porachunki europejskie. Podziwu godne jest stałe zjawisko, że te projekty międzynarodowe znajdują tak chętne ucho, no i języki, nie gdzie indziej, jak w Polsce.
(...) Marzeniem Niemiec jest doprowadzenie do kooperacji z Rosją. Dojście do takiej kooperacji byłoby naszą zgubą. Do tego dopuścić nie można. Mimo ogromnych różnic w systemach i kulturze Niemiec i Rosji, trzeba stale pilnować tej sprawy. Na świecie powstawały już dziwniejsze sojusze. Jak przeciwdziałać? Gra będzie trudna, przy paraliżu woli i krótkowzroczności Zachodu".

* * *
Jan Paweł II wkrótce po swym wyborze polecił, aby w swej rezydencji w Castel Gandolfo przywrócić i ponownie odsłonić fresk, przedstawiający zwycięstwo Polaków nad Armią Czerwoną w 1920 roku. Fresk ten przedstawiał wielką artystyczną wizję bitwy nad Wisłą, Wojsko Polskie, Marszałka Piłsudskiego i poległego bohaterską śmiercią księdza Ignacego Skorupkę.
Fresk ten został namalowany z inicjatywy Papieża Piusa XI - wielkiego przyjaciela Polski i Polaków, a osobiście Józefa Piłsudskiego, z którym poznał się bliżej, kiedy w 1920 r. był nuncjuszem w Warszawie i nie opuścił stolicy Polski, ale uczestniczył w zmaganiach z Rosją Sowiecką. W okresie pontyfikatu Papieża Pawła VI - prawdopodobnie na polecenie abp. Casarolego, a po interwencji dyplomacji sowieckiej - wspaniały fresk został całkowicie zamalowany, aby nie drażnić Związku Sowieckiego, który w okresie rządów Breżniewa był w apogeum swej potęgi.
Jan Paweł II polecił, aby wszelkimi możliwymi środkami zdjąć farbę z zamalowanego fresku, ponieważ "zamalowany obraz przedstawiał wydarzenia wielkie, które w pośredni sposób przygotowały drogę polskiemu papieżowi". Ojciec Święty uczynił tak z wielu powodów. Jednym z nich był dług wdzięczności, o którym zapewniał wiele razy: "Wiecie, że urodziłem się w 1920 roku, w maju, w tym czasie, kiedy bolszewicy szli na Warszawę. I dlatego noszę w sobie od urodzenia wielki dług w stosunku do tych, którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli".

Józef Szaniawski

No comments: