Rzeczpospolita Poland and Litwa - Wilno i Troki by Mickiewicz history.
Sunday, November 18, 2007
Sunday, November 11, 2007
Nasi najwięksi
Nasi najwięksi
Nasz Dziennik, 2007-11-11
Był 11 listopada 1978 r., zakazane przez komunistów na pół wieku Święto Niepodległości. W podziemnej krypcie pod wieżą Srebrnych Dzwonów w Katedrze Królewskiej na Wawelu, przy trumnie Józefa Piłsudskiego zebrało się kilkudziesięciu żyjących jeszcze żołnierzy Marszałka, aby tak jak każdego roku oddać w tym dniu hołd pamięci twórcy niepodległości Rzeczypospolitej. Kilka miesięcy wcześniej ks. kard. Karol Wojtyła obiecał weteranom Legionów, że razem z nimi w 60. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości będzie modlić się przy trumnie Marszałka Piłsudskiego.
Kardynał Wojtyła zwrócił się do sędziwych bohaterów walk o wolność Ojczyzny tymi słowami, jakimi zwracał się do nich już wielokrotnie wcześniej, m.in. w 1975 r. na opłatku w Krakowie: "Dobrze, że strzeżecie tych wszystkich śladów i tej drogiej sercu Polaka trumny Marszałka. Dobrze, że tego wszystkiego strzeżecie, pilnujecie, bo to są skarby, to jest nasze wspólne dziedzictwo". Ale 11 listopada 1978 r. kardynała Wojtyły nie było jednak, wbrew uczynionej wcześniej obietnicy, w podziemiach wawelskiej katedry.
* * *
16 października 1978 r. konklawe w Rzymie wybrało Polaka na Papieża! Metropolita Krakowa kardynał Karol Wojtyła został Ojcem Świętym Janem Pawłem II!
11 listopada 1978 r. przy sarkofagu Marszałka, pod wizerunkiem Matki Bożej Ostrobramskiej w podziemiach wawelskiej katedry zgromadzeni weterani w ciszy oddawali hołd wodzowi Polski. I wtedy spontanicznie zabrał głos jeden z nich - sędziwy Stanisław Przywara-Leszczyc, artysta malarz, a niegdyś porucznik 4. Pułku Legionów oraz bohaterski obrońca Lwowa w 1920 roku. Ubrany był w legendarny szary mundur legionisty.
Stanął przy trumnie swego Komendanta, przyłożył rękę do maciejówki i tak salutując, zameldował: "Panie Marszałku - melduję, że w 6. rocznicę wywalczenia wolnej i niepodległej Polski stajemy wszyscy przy Tobie. Kardynał Karol Wojtyła jest nieobecny, ale jest On już w Rzymie naszym JP II. Ty jesteś naszym JP I, a JP - to wiekopomne słowa Jeszcze Polska...".
W takich okolicznościach został historycznie sformułowany po raz pierwszy tak ważny dzisiaj w Polsce, w Europie i świecie, powtarzany we wszystkich językach skrót JP II. Został sformułowany w miejscu nierozerwalnie związanym z dziejami Polski, w miejscu nierozerwalnie związanym z Józefem Piłsudskim, jak też Karolem Wojtyłą.
* * *
Był rok 1880. W gimnazjum obok kościoła Świętych Janów w Wilnie wówczas niespełna 13-letni chłopak Józef Piłsudski, nazywany zdrobniale z wileńska Ziuk, Ziuczek - nudził się na lekcji, odbywającej się w obowiązkowym języku zaborcy - po rosyjsku. Na ostatniej stronie zeszytu chłopiec ćwiczył swój dorosły podpis. To wtedy właśnie zdał sobie sprawę, że inicjały jego imienia i nazwiska J. P., stanowią zarazem skrót pierwszych słów najważniejszej polskiej pieśni "Jeszcze Polska...".
Ta pieśń nie była wtedy hymnem, bo Polski nie było na mapie Europy. Ale od tamtej pory aż do śmierci Józef Piłsudski był niezmiernie dumny z tego, że literki JP oznaczają jego osobę, a zarazem to, co dla Narodu Polskiego najważniejsze, nawet w najgorszych, najbardziej tragicznych sytuacjach, że "Jeszcze Polska nie zginęła...". W jednym ze swych najbardziej słynnych rozkazów do Wojska Polskiego JP zwracał się do swych żołnierzy: "Po upadku Polski każde pokolenie zrywało się do walki o utracony byt niepodległy, każde pokolenie słało na pole bitwy żołnierza jako przedstawiciela Ojczyzny, by krwią serdeczną wpisywał w księgę dziejów: 'Jeszcze Polska...'. Zdawało się, że już nowe pokolenia nie odważą się stanąć do walki, że zaborcy triumfowali na zawsze. Imię Polski zostało wymazane z pamięci świata, a naród szedł na poniewierkę, jak każdy niewolnik.
Żołnierze! Krew waszych przodków pisała w dziejach smutne... 'nie zginęła!'.
Wy - szczęśliwsi, dziś po raz pierwszy w wolnej Ojczyźnie, krwią swą piszecie 'Żyje!' I zginąć nie może".
* * *
W latach 1918-1939, szczególnie po 1935 r., coraz częściej skrót JP pojawiał się na popiersiach i pomnikach Marszałka, na sztandarach i wojskowych odznakach. Tak Rzeczpospolita czciła pamięć tego, który wywalczył jej wolność i niepodległość, a następnie obronił przed komunistyczną nawałą Armii Czerwonej, która w 1920 r. szła na Zachód pod bolszewickim hałasem "Naprzód - przez trupa Polski do serca Europy". Jan Paweł II wielokrotnie nawiązywał do szczególnej daty swych urodzin - 18 maja 1920 roku. Powiedział między innymi: "Jeżeli Pan Bóg pozwoli mi być jeszcze kiedyś na Wawelu, to pójdę do grobów królewskich i pójdę też do grobu Marszałka. Wtedy przyszedłem na świat, kiedy szli na Warszawę bolszewicy, kiedy dokonał się cud nad Wisłą, a jego narzędziem, narzędziem tego cudu nad Wisłą w znaczeniu historycznym był niewątpliwie Marszałek Piłsudski i cała polska armia".
* * *
Karol Wojtyła urodził się w Wadowicach dokładnie 18 maja 1920 roku. Jego ojciec kapitan Wojska Polskiego Karol Wojtyła był emerytowanym oficerem słynnego 12. wadowickiego pułku piechoty. Wadowice, wtedy liczące 7 tys. mieszkańców, były opustoszałe, ponieważ stacjonujący w mieście 12. pułk wyruszył na wojnę w obronie Rzeczypospolitej. W Wadowicach pozostała jedynie komenda uzupełnień, gdzie szefem był ojciec przyszłego Papieża. Wadowiczanie dumni byli ze swego pułku. Nie tylko w koszarach, ale po prostu na ulicach miasta nucona była żołnierska piosenka:
"12. pułk piechoty zna się na bagnecie,
Co mu Moskal w drodze stanie - to zaraz go zmiecie".
Tradycja zwycięskiej wojny z Rosją oraz tradycja wcześniejsza Legionów i w ogóle tradycje patriotyczne związane z postacią Marszałka Piłsudskiego były w Wadowicach, podobnie jak w całej Małopolsce, w latach II Rzeczypospolitej bardzo silne. W takiej atmosferze wzrastał młody Karol Wojtyła. Z portretem Marszałka Piłsudskiego w rodzinnym domu oraz z galicyjską tradycją o pobycie Piłsudskiego w Wadowicach przed 1914 rokiem.
Jako chłopiec nieomal od kołyski przyszły Papież był wychowany w tradycjach patriotyczno-wojskowych przez swego ojca. Warto zaakcentować, że przecież drugie imię - Józef, otrzymał malutki Karol Wojtyła dla upamiętnienia zwycięskiego wodza, zdobywcy Kijowa - marszałka Józefa Piłsudskiego. Biografowie Ojca Świętego pod datą 16 maja 1935 r. odnotowują, że to właśnie 15-letni gimnazjalista Wojtyła wystąpił na akademii żałobnej w szkole w Wadowicach, deklamując poezje ku czci zmarłego kilka dni wcześniej Marszałka. I wreszcie 18 maja 1935 r. - dokładnie w dniu urodzin Karola Wojtyły - odbył się wspaniały uroczysty pogrzeb w katedrze na Wawelu największego Polaka XX wieku. Tak o Piłsudskim myślał wówczas i później Karol Wojtyła.
Jako chłopiec, jako młody ksiądz, jako biskup, jako kardynał Karol Wojtyła wielokrotnie odwiedzał grób Marszałka. Oficjalnie jako Papież modlił się przy trumnie Józefa Piłsudskiego na Wawelu w czasie pielgrzymki do Polski w sierpniu 1991 roku.
Z całym swym orszakiem, z kard ynałami, biskupami Jan Paweł II zszedł do krypty pod wieżą Srebrnych Dzwonów i modlił się za tego, który uratował w 1920 r. Polskę i Europę. Potem jeszcze wiele razy Jan Paweł II - JP II, odwoływał się do osoby Marszałka i zwycięstwa nad komunistyczną Rosją, m.in. w swej ostatniej książce "Pamięć i tożsamość". Cytowany poniżej fragment to bodajże jedna z najbardziej doniosłych politycznych myśli Ojca Świętego w całym jego pontyfikacie:
"Już wtedy w 1920 roku zdawało się, że komuniści podbiją Polskę i pójdą dalej do Europy Zachodniej, że zawojują świat.
W rzeczywistości wówczas do tego nie doszło. 'Cud nad Wisłą', zwycięstwo Marszałka Piłsudskiego w bitwie z Armią Czerwoną, zatrzymało te sowieckie zakusy. Po zwycięstwie w II wojnie światowej nad faszyzmem, komuniści z całym impetem szli znowu na podbój świata, a w każdym razie Europy.
(...) Już jako papież, usłyszałem to z ust jednego z wybitnych polityków europejskich. Powiedział:
'Jeżeli komunizm sowiecki pójdzie na Zachód, my nie będziemy w stanie się obronić. Nie ma siły, która by nas zmobilizowała do takiej obrony...'".
A Polacy mieli te siły. Potrafili zupełnie sami z determinacją obronić i siebie, i zagrożoną Europę. Nie tylko przecież w 1920 roku. Cytowana powyżej wypowiedź Jana Pawła II w zadziwiający sposób koreluje z podobnymi licznymi wypowiedziami Józefa Piłsudskiego. Proszę tylko porównać:
"Nie ma Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie. (...) Polska jest stale oskarżana w innych państwach. Jest w tym wyraźna i niedwuznaczna chęć posiadania w środku Europy państwa, którego kosztem można byłoby załatwić wszystkie porachunki europejskie. Podziwu godne jest stałe zjawisko, że te projekty międzynarodowe znajdują tak chętne ucho, no i języki, nie gdzie indziej, jak w Polsce.
(...) Marzeniem Niemiec jest doprowadzenie do kooperacji z Rosją. Dojście do takiej kooperacji byłoby naszą zgubą. Do tego dopuścić nie można. Mimo ogromnych różnic w systemach i kulturze Niemiec i Rosji, trzeba stale pilnować tej sprawy. Na świecie powstawały już dziwniejsze sojusze. Jak przeciwdziałać? Gra będzie trudna, przy paraliżu woli i krótkowzroczności Zachodu".
* * *
Jan Paweł II wkrótce po swym wyborze polecił, aby w swej rezydencji w Castel Gandolfo przywrócić i ponownie odsłonić fresk, przedstawiający zwycięstwo Polaków nad Armią Czerwoną w 1920 roku. Fresk ten przedstawiał wielką artystyczną wizję bitwy nad Wisłą, Wojsko Polskie, Marszałka Piłsudskiego i poległego bohaterską śmiercią księdza Ignacego Skorupkę.
Fresk ten został namalowany z inicjatywy Papieża Piusa XI - wielkiego przyjaciela Polski i Polaków, a osobiście Józefa Piłsudskiego, z którym poznał się bliżej, kiedy w 1920 r. był nuncjuszem w Warszawie i nie opuścił stolicy Polski, ale uczestniczył w zmaganiach z Rosją Sowiecką. W okresie pontyfikatu Papieża Pawła VI - prawdopodobnie na polecenie abp. Casarolego, a po interwencji dyplomacji sowieckiej - wspaniały fresk został całkowicie zamalowany, aby nie drażnić Związku Sowieckiego, który w okresie rządów Breżniewa był w apogeum swej potęgi.
Jan Paweł II polecił, aby wszelkimi możliwymi środkami zdjąć farbę z zamalowanego fresku, ponieważ "zamalowany obraz przedstawiał wydarzenia wielkie, które w pośredni sposób przygotowały drogę polskiemu papieżowi". Ojciec Święty uczynił tak z wielu powodów. Jednym z nich był dług wdzięczności, o którym zapewniał wiele razy: "Wiecie, że urodziłem się w 1920 roku, w maju, w tym czasie, kiedy bolszewicy szli na Warszawę. I dlatego noszę w sobie od urodzenia wielki dług w stosunku do tych, którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli".
Józef Szaniawski
Nasz Dziennik, 2007-11-11
Był 11 listopada 1978 r., zakazane przez komunistów na pół wieku Święto Niepodległości. W podziemnej krypcie pod wieżą Srebrnych Dzwonów w Katedrze Królewskiej na Wawelu, przy trumnie Józefa Piłsudskiego zebrało się kilkudziesięciu żyjących jeszcze żołnierzy Marszałka, aby tak jak każdego roku oddać w tym dniu hołd pamięci twórcy niepodległości Rzeczypospolitej. Kilka miesięcy wcześniej ks. kard. Karol Wojtyła obiecał weteranom Legionów, że razem z nimi w 60. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości będzie modlić się przy trumnie Marszałka Piłsudskiego.
Kardynał Wojtyła zwrócił się do sędziwych bohaterów walk o wolność Ojczyzny tymi słowami, jakimi zwracał się do nich już wielokrotnie wcześniej, m.in. w 1975 r. na opłatku w Krakowie: "Dobrze, że strzeżecie tych wszystkich śladów i tej drogiej sercu Polaka trumny Marszałka. Dobrze, że tego wszystkiego strzeżecie, pilnujecie, bo to są skarby, to jest nasze wspólne dziedzictwo". Ale 11 listopada 1978 r. kardynała Wojtyły nie było jednak, wbrew uczynionej wcześniej obietnicy, w podziemiach wawelskiej katedry.
* * *
16 października 1978 r. konklawe w Rzymie wybrało Polaka na Papieża! Metropolita Krakowa kardynał Karol Wojtyła został Ojcem Świętym Janem Pawłem II!
11 listopada 1978 r. przy sarkofagu Marszałka, pod wizerunkiem Matki Bożej Ostrobramskiej w podziemiach wawelskiej katedry zgromadzeni weterani w ciszy oddawali hołd wodzowi Polski. I wtedy spontanicznie zabrał głos jeden z nich - sędziwy Stanisław Przywara-Leszczyc, artysta malarz, a niegdyś porucznik 4. Pułku Legionów oraz bohaterski obrońca Lwowa w 1920 roku. Ubrany był w legendarny szary mundur legionisty.
Stanął przy trumnie swego Komendanta, przyłożył rękę do maciejówki i tak salutując, zameldował: "Panie Marszałku - melduję, że w 6. rocznicę wywalczenia wolnej i niepodległej Polski stajemy wszyscy przy Tobie. Kardynał Karol Wojtyła jest nieobecny, ale jest On już w Rzymie naszym JP II. Ty jesteś naszym JP I, a JP - to wiekopomne słowa Jeszcze Polska...".
W takich okolicznościach został historycznie sformułowany po raz pierwszy tak ważny dzisiaj w Polsce, w Europie i świecie, powtarzany we wszystkich językach skrót JP II. Został sformułowany w miejscu nierozerwalnie związanym z dziejami Polski, w miejscu nierozerwalnie związanym z Józefem Piłsudskim, jak też Karolem Wojtyłą.
* * *
Był rok 1880. W gimnazjum obok kościoła Świętych Janów w Wilnie wówczas niespełna 13-letni chłopak Józef Piłsudski, nazywany zdrobniale z wileńska Ziuk, Ziuczek - nudził się na lekcji, odbywającej się w obowiązkowym języku zaborcy - po rosyjsku. Na ostatniej stronie zeszytu chłopiec ćwiczył swój dorosły podpis. To wtedy właśnie zdał sobie sprawę, że inicjały jego imienia i nazwiska J. P., stanowią zarazem skrót pierwszych słów najważniejszej polskiej pieśni "Jeszcze Polska...".
Ta pieśń nie była wtedy hymnem, bo Polski nie było na mapie Europy. Ale od tamtej pory aż do śmierci Józef Piłsudski był niezmiernie dumny z tego, że literki JP oznaczają jego osobę, a zarazem to, co dla Narodu Polskiego najważniejsze, nawet w najgorszych, najbardziej tragicznych sytuacjach, że "Jeszcze Polska nie zginęła...". W jednym ze swych najbardziej słynnych rozkazów do Wojska Polskiego JP zwracał się do swych żołnierzy: "Po upadku Polski każde pokolenie zrywało się do walki o utracony byt niepodległy, każde pokolenie słało na pole bitwy żołnierza jako przedstawiciela Ojczyzny, by krwią serdeczną wpisywał w księgę dziejów: 'Jeszcze Polska...'. Zdawało się, że już nowe pokolenia nie odważą się stanąć do walki, że zaborcy triumfowali na zawsze. Imię Polski zostało wymazane z pamięci świata, a naród szedł na poniewierkę, jak każdy niewolnik.
Żołnierze! Krew waszych przodków pisała w dziejach smutne... 'nie zginęła!'.
Wy - szczęśliwsi, dziś po raz pierwszy w wolnej Ojczyźnie, krwią swą piszecie 'Żyje!' I zginąć nie może".
* * *
W latach 1918-1939, szczególnie po 1935 r., coraz częściej skrót JP pojawiał się na popiersiach i pomnikach Marszałka, na sztandarach i wojskowych odznakach. Tak Rzeczpospolita czciła pamięć tego, który wywalczył jej wolność i niepodległość, a następnie obronił przed komunistyczną nawałą Armii Czerwonej, która w 1920 r. szła na Zachód pod bolszewickim hałasem "Naprzód - przez trupa Polski do serca Europy". Jan Paweł II wielokrotnie nawiązywał do szczególnej daty swych urodzin - 18 maja 1920 roku. Powiedział między innymi: "Jeżeli Pan Bóg pozwoli mi być jeszcze kiedyś na Wawelu, to pójdę do grobów królewskich i pójdę też do grobu Marszałka. Wtedy przyszedłem na świat, kiedy szli na Warszawę bolszewicy, kiedy dokonał się cud nad Wisłą, a jego narzędziem, narzędziem tego cudu nad Wisłą w znaczeniu historycznym był niewątpliwie Marszałek Piłsudski i cała polska armia".
* * *
Karol Wojtyła urodził się w Wadowicach dokładnie 18 maja 1920 roku. Jego ojciec kapitan Wojska Polskiego Karol Wojtyła był emerytowanym oficerem słynnego 12. wadowickiego pułku piechoty. Wadowice, wtedy liczące 7 tys. mieszkańców, były opustoszałe, ponieważ stacjonujący w mieście 12. pułk wyruszył na wojnę w obronie Rzeczypospolitej. W Wadowicach pozostała jedynie komenda uzupełnień, gdzie szefem był ojciec przyszłego Papieża. Wadowiczanie dumni byli ze swego pułku. Nie tylko w koszarach, ale po prostu na ulicach miasta nucona była żołnierska piosenka:
"12. pułk piechoty zna się na bagnecie,
Co mu Moskal w drodze stanie - to zaraz go zmiecie".
Tradycja zwycięskiej wojny z Rosją oraz tradycja wcześniejsza Legionów i w ogóle tradycje patriotyczne związane z postacią Marszałka Piłsudskiego były w Wadowicach, podobnie jak w całej Małopolsce, w latach II Rzeczypospolitej bardzo silne. W takiej atmosferze wzrastał młody Karol Wojtyła. Z portretem Marszałka Piłsudskiego w rodzinnym domu oraz z galicyjską tradycją o pobycie Piłsudskiego w Wadowicach przed 1914 rokiem.
Jako chłopiec nieomal od kołyski przyszły Papież był wychowany w tradycjach patriotyczno-wojskowych przez swego ojca. Warto zaakcentować, że przecież drugie imię - Józef, otrzymał malutki Karol Wojtyła dla upamiętnienia zwycięskiego wodza, zdobywcy Kijowa - marszałka Józefa Piłsudskiego. Biografowie Ojca Świętego pod datą 16 maja 1935 r. odnotowują, że to właśnie 15-letni gimnazjalista Wojtyła wystąpił na akademii żałobnej w szkole w Wadowicach, deklamując poezje ku czci zmarłego kilka dni wcześniej Marszałka. I wreszcie 18 maja 1935 r. - dokładnie w dniu urodzin Karola Wojtyły - odbył się wspaniały uroczysty pogrzeb w katedrze na Wawelu największego Polaka XX wieku. Tak o Piłsudskim myślał wówczas i później Karol Wojtyła.
Jako chłopiec, jako młody ksiądz, jako biskup, jako kardynał Karol Wojtyła wielokrotnie odwiedzał grób Marszałka. Oficjalnie jako Papież modlił się przy trumnie Józefa Piłsudskiego na Wawelu w czasie pielgrzymki do Polski w sierpniu 1991 roku.
Z całym swym orszakiem, z kard ynałami, biskupami Jan Paweł II zszedł do krypty pod wieżą Srebrnych Dzwonów i modlił się za tego, który uratował w 1920 r. Polskę i Europę. Potem jeszcze wiele razy Jan Paweł II - JP II, odwoływał się do osoby Marszałka i zwycięstwa nad komunistyczną Rosją, m.in. w swej ostatniej książce "Pamięć i tożsamość". Cytowany poniżej fragment to bodajże jedna z najbardziej doniosłych politycznych myśli Ojca Świętego w całym jego pontyfikacie:
"Już wtedy w 1920 roku zdawało się, że komuniści podbiją Polskę i pójdą dalej do Europy Zachodniej, że zawojują świat.
W rzeczywistości wówczas do tego nie doszło. 'Cud nad Wisłą', zwycięstwo Marszałka Piłsudskiego w bitwie z Armią Czerwoną, zatrzymało te sowieckie zakusy. Po zwycięstwie w II wojnie światowej nad faszyzmem, komuniści z całym impetem szli znowu na podbój świata, a w każdym razie Europy.
(...) Już jako papież, usłyszałem to z ust jednego z wybitnych polityków europejskich. Powiedział:
'Jeżeli komunizm sowiecki pójdzie na Zachód, my nie będziemy w stanie się obronić. Nie ma siły, która by nas zmobilizowała do takiej obrony...'".
A Polacy mieli te siły. Potrafili zupełnie sami z determinacją obronić i siebie, i zagrożoną Europę. Nie tylko przecież w 1920 roku. Cytowana powyżej wypowiedź Jana Pawła II w zadziwiający sposób koreluje z podobnymi licznymi wypowiedziami Józefa Piłsudskiego. Proszę tylko porównać:
"Nie ma Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie. (...) Polska jest stale oskarżana w innych państwach. Jest w tym wyraźna i niedwuznaczna chęć posiadania w środku Europy państwa, którego kosztem można byłoby załatwić wszystkie porachunki europejskie. Podziwu godne jest stałe zjawisko, że te projekty międzynarodowe znajdują tak chętne ucho, no i języki, nie gdzie indziej, jak w Polsce.
(...) Marzeniem Niemiec jest doprowadzenie do kooperacji z Rosją. Dojście do takiej kooperacji byłoby naszą zgubą. Do tego dopuścić nie można. Mimo ogromnych różnic w systemach i kulturze Niemiec i Rosji, trzeba stale pilnować tej sprawy. Na świecie powstawały już dziwniejsze sojusze. Jak przeciwdziałać? Gra będzie trudna, przy paraliżu woli i krótkowzroczności Zachodu".
* * *
Jan Paweł II wkrótce po swym wyborze polecił, aby w swej rezydencji w Castel Gandolfo przywrócić i ponownie odsłonić fresk, przedstawiający zwycięstwo Polaków nad Armią Czerwoną w 1920 roku. Fresk ten przedstawiał wielką artystyczną wizję bitwy nad Wisłą, Wojsko Polskie, Marszałka Piłsudskiego i poległego bohaterską śmiercią księdza Ignacego Skorupkę.
Fresk ten został namalowany z inicjatywy Papieża Piusa XI - wielkiego przyjaciela Polski i Polaków, a osobiście Józefa Piłsudskiego, z którym poznał się bliżej, kiedy w 1920 r. był nuncjuszem w Warszawie i nie opuścił stolicy Polski, ale uczestniczył w zmaganiach z Rosją Sowiecką. W okresie pontyfikatu Papieża Pawła VI - prawdopodobnie na polecenie abp. Casarolego, a po interwencji dyplomacji sowieckiej - wspaniały fresk został całkowicie zamalowany, aby nie drażnić Związku Sowieckiego, który w okresie rządów Breżniewa był w apogeum swej potęgi.
Jan Paweł II polecił, aby wszelkimi możliwymi środkami zdjąć farbę z zamalowanego fresku, ponieważ "zamalowany obraz przedstawiał wydarzenia wielkie, które w pośredni sposób przygotowały drogę polskiemu papieżowi". Ojciec Święty uczynił tak z wielu powodów. Jednym z nich był dług wdzięczności, o którym zapewniał wiele razy: "Wiecie, że urodziłem się w 1920 roku, w maju, w tym czasie, kiedy bolszewicy szli na Warszawę. I dlatego noszę w sobie od urodzenia wielki dług w stosunku do tych, którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli".
Józef Szaniawski
Zaścianek szkołą patriotyzmu i demokracji

Zaścianek szkołą patriotyzmu i demokracji
Nasz Dziennik, 2007-11-11
Określenie "zaścianek" w powszechnym odczuciu ma dziś wydźwięk pejoratywny. Kojarzy się ze zbytnim konserwatyzmem, zacofaniem. Gdy jednak przyjrzymy się dokładniej dziejom Polski - szczególnie jej ściany wschodniej - okaże się, że zaścianek był wielką szkołą patriotyzmu i demokracji, poszanowania pracy i wierności wartościom wypracowanym przez pokolenia.
Profesor Stanisław Pigoń we wstępie do "Pana Tadeusza" pisze o szlachcie zaściankowej jako o "najwartościowszym fundamencie narodowości". Niestety, świadomość tego jest wśród Polaków, także tych z Podlasia i wschodniego Mazowsza, słaba. Jednak w ostatnim czasie podejmowane są inicjatywy zmierzające do ukazania pozytywnych aspektów dziedzictwa, jakie zostało wypracowane przez wieki przez szlachtę zaściankową.
Gdy dziś przejeżdża się przez wioski - będące niegdyś szlacheckimi zaściankami - nie widać różnicy. Wszędzie obok nielicznych już domów drewnianych wyrastają nowoczesne budynki, przez wioski wiodą drogi asfaltowe, pobocza wykładane są chodnikami z kostki. Również w wyposażeniu domów królują nowoczesne meble, z obowiązkowymi meblościankami, dywany, telewizory, wideo. Tylko w niektórych, wstydliwie w sieni lub na strychu chowają się stare, ozdobne komody, obszerne szafy ze skrzypiącymi drzwiami, wielkie, rozsuwane stoły będące świadkami uroczystości rodzinnych, gromadzących liczne, wielopokoleniowe rodziny. Wanda Księżopolska, etnograf Muzeum Regionalnego w Siedlcach, w poszukiwaniu eksponatów do wystawy "W szlacheckim zaścianku" odwiedziła wiele domów. - W jednym gospodarstwie we wsi Jastrzębie Mroczki otwarto mi dom nieużywany od 20 lat, w którym znalazłam komplet mebli charakterystycznych dla dawnego domu szlacheckiego: komody, szafy, stoły. Niestety, wszystko zjedzone przez korniki - mówi.
Z godnością i honorem
Historię danej miejscowości najlepiej zacząć od poznania miejscowego cmentarza. W Gąsiorach - wiosce położonej między Radzyniem Podlaskim a Łukowem, z dala od głównej drogi, na zdecydowanej większości cmentarnych nagrobków widnieją nazwiska zakończone na -ski. Wiele z nich pochodzi od nazw wiosek rozrzuconych po bliższej i dalszej okolicy: Wierzchowski, Paskudzki, Rzymowski, Niewęgłowski, Karwowski, Grochowski, Borkowski... Inne nazwiska pojawiają się bardzo rzadko. - Gąsiory wraz z przylegającymi wioskami: Paskudami, Wierzchowinami, Rzymkami, były wioskami szlacheckimi, zamieszkałymi w całości lub w części przez dawną szlachtę zagrodową, od dawna zubożałą, majątkowo nieróżniącą się od chłopów, ale mającą swe odrębne obyczaje, chroniącą swą odrębność - tłumaczy proboszcz miejscowej parafii ks. Sylwester Borkowski.
Na Podlasiu i wschodnim Mazowszu istnieje wiele wiosek, w których większość mieszkańców stanowiła niegdyś szlachta zagrodowa, czyli zaściankowa. Jej liczebność dochodziła do 50-70 proc., w niektórych nawet 90-100 procent.
Wanda Księżopolska twierdzi, że mieszkańcy dawnych wsi szlacheckich obecnie z trudem dają się namówić na rozmowy o swym rodowodzie. Komunizm z jego nienawiścią do "panów", lata zakłamania odnośnie do roli szlachty zagrodowej, zmiana ustroju społecznego, przemieszczanie się i przemieszanie ludności, szczególnie migracja do miast, popularyzacja mediów i unifikacja kultury zrobiły swoje. - Podczas rozmów widać zażenowanie, niechęć do kontynuowania pewnych wątków - twierdzi Wanda Księżopolska.
- Młodzi teraz na to nie patrzą, ale za czasów naszej młodości było inaczej - wspominają mieszkańcy Paskud Bronisława i Kazimierz Próchniewiczowie. - Choć w Paskudach szlachta zagrodowa mieszkała obok chłopów, małżeństwa mieszane były rzadkością. Ba, chłopska młodzież nie mogła uczestniczyć w zabawach organizowanych w szlacheckich domach, szlachcianki, proszone do tańca przez chłopców włościańskich, odmawiały - opowiada pan Kazimierz.
Zanim szlachcic wdał się z kimś w rozmowę, najpierw wypytywał, czy jego rozmówca jest z wioski szlacheckiej, czy pochodzi z godnej rodziny. Dopiero potem wyciągał rękę na powitanie czy zabierał pieszego na furę, by go podwieźć.
"Awans" w postaci małżeństwa dziewczyny włościańskiej ze szlachcicem był we wsi doceniany. - Szlachcianka, która rozgoniła zabawę, bo się na niej pojawiłam, po moim ślubie zaczęła do mnie - wówczas niespełna 18-letniej dziewczyny - mówić "pani" - wspomina pani Klementyna Zabielska.
Bronisława Próchniewiczowa przyznaje, że szlacheccy małżonkowie odnosili się do siebie z wielkim szacunkiem. - Nasz sąsiad zawsze zwracał się do żony w trzeciej osobie: "Marynia zrobiła, Marynia pójdzie, Marynia niech weźmie" itd. - nawet podczas prac polowych. W mowie nie było przekleństw, wesela i zabawy odbywały się zazwyczaj bez pijaństwa i bójek - snuje swą opowieść pani Bronisława.
Ksiądz Sylwester Borkowski, który w swej parafii ma oprócz włościańskich dawne wioski szlacheckie, twierdzi, że do dziś zauważalne są zachowania charakterystyczne dla środowiska drobnoszlacheckiego. - Widoczne jest poczucie własnej godności i tożsamości. Ma to odzwierciedlenie na przykład w zwrotach grzecznościowych, tytułach, którymi wyrażany jest szacunek do drugiego człowieka. Nie widać u tych osób zafascynowania miastem, chęci ucieczki ze wsi. Tu czują się u siebie i na swoim. Wymagają też szacunku wobec siebie, indywidualnego traktowania - tłumaczy proboszcz parafii Gąsiory. Szczególny charakter mają spotkania przy stole; są one zazwyczaj starannie przygotowane, towarzyszy im szczególna obrzędowość. Ale widać też dystans do osób z dawnych wiosek włościańskich.
Awans o własnych siłach
Pochodzący z Paszk Dużych pan Wacław Zabielski nie pamięta, by w jego wiosce były konflikty, podziały na tle pochodzenia. Choć przyznaje, że cała wieś była szlachecka, a o jednym jej mieszkańcu, z nazwiskiem zakończonym nie na -ski, mówiono "przybłęda". O swym szlachectwie pan Wacław mówi z lekką nutą ironii, choć z opowieści o dawnych czasach wyłania się poważny obraz rodziny: z ust ojca nie padło jedno przekleństwo, nie stosował kar cielesnych wobec czterech synów. - Styl życia zależał nie od szlachectwa, ale zamożności. W biedniejszych rodzinach wszyscy, także dzieci, ciężko pracowali - wspomina pan Wacław. Bieda zmuszała wielu do szukania źródeł utrzymania w mieście.
- Już w XIX w. do siedleckich szkół furkami obładowanymi prowiantem ściągała młodzież z zaścianków. Potem młodzi ludzie po szkołach podejmowali pracę jako urzędnicy, oficjaliści we dworach, piastowali stanowiska publiczne. Młodzież z biedniejszych rodzin imała się zawodów rzemieślniczych - tłumaczy Wanda Księżopolska. Jaki był i jest tego efekt? W Siedlcach 70 proc. urzędników pochodziło z zaścianków szlacheckich. Znaczący procent alumnów w seminariach duchownych również stanowili potomkowie szlachty zagrodowej. Siedlce są miastem bardzo żywym intelektualnie i artystycznie, istnieją tu liczne, prężnie działające kluby literackie, wydawnictwa, odbywa się wiele inicjatyw o znaczeniu ogólnopolskim, a nawet międzynarodowym.
Żywość intelektualna jest cechą nie tylko Siedlec. Również np. o wiele mniejszy Radzyń Podlaski, otoczony niegdyś zaściankami, ma się czym pochwalić. W 16-tysięcznym mieście wydawane są cztery gazety: dwa tygodniki, dwutygodnik i kwartalnik kulturalny. Od kilku kadencji miasteczko ma 2-3 posłów do Sejmu. Działa tu wiele instytucji i stowarzyszeń społecznych, ich inicjatywy często mają charakter ponadlokalny.
- Ambicje, żywość umysłowa, kulturalna, zaradność i poczucie godności osobistej stały się dla wielu potomków szlachty zaściankowej motorem awansu społecznego. Choć nie zawsze zdają sobie sprawę ze swego dziedzictwa kulturowego i społecznego - podsumowuje Wanda Księżopolska.
Szlachectwo zobowiązuje
Pytanie: Skąd się wzięło szlachectwo?, powtarzają w rozmowach zarówno potomkowie włościan, jak i szlachty zagrodowej.
- Trudno się temu dziwić - twierdzi Krzysztof Tołwiński, wiceprezes PSL "Piast", były wicemarszałek województwa podlaskiego, wiceminister gospodarki w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. I jednocześnie mieszkaniec Jasionówki koło Siemiatycz - zaścianka szlacheckiego, w którym stworzył Ośrodek Kultury Szlacheckiej. - W czasie zaborów szlachta zaściankowa była szczególnie represjonowana, szczyt represji przypadł na lata po Powstaniu Styczniowym. W czasie PRL władze komunistyczne bezlitośnie ją wydrwiwały - przypomina Krzysztof Tołwiński.
On sam o swym szlacheckim pochodzeniu dowiedział się, gdy miał 8 czy 9 lat. W szkole ktoś z pogardą rzucił w jego stronę: "Ty szlachcicu!". Co to znaczy, dowiedział się od dziadka. - Do dziś pamiętam jego wypowiedziane wówczas słowa: "Szlachectwo to coś, co ma się we krwi. To dostałeś od swoich przodków".
Co oznacza to dziedzictwo dla wschodniego Mazowsza i Podlasia? Jakie niesie ze sobą wartości i przesłanie?
Moi rozmówcy, znawcy przedmiotu, wśród najważniejszych wymieniają: patriotyzm, przywiązanie do ziemi i tradycji rodzinnych, poczucie własnej godności, honor szlachecki, religijność, silne związki rodzinne, nade wszystko zaś dziedzictwo demokracji tak powszechnej, jakiej nie było w Europie od czasów starożytnych Aten. Taki kanon wartości ukształtował się przez wieki.
- Zaścianek to osady, osiedla, przysiółki zamieszkiwane przy "ścianie", czyli przy granicy państwa - tłumaczy dr Irena Kotowicz-Borowy, kierownik Działu Etnograficznego Muzeum Szlachty Mazowieckiej w Ciechanowie, autorka m.in. publikacji "Honor to nie tylko słowo. Studium tożsamości kulturowej drobnej szlachty północnego Mazowsza" oraz wydawnictwa albumowego "Zaścianek. Siedliska drobnoszlacheckie na pograniczach". Już od czasów piastowskich książęta i królowie szczególnie zasłużonym wojom nadawali ziemie w pobliżu granicy wraz z tytułem szlacheckim, by się na niej osiedlali i strzegąc swych domostw jednocześnie bronili państwa przed wrogami "zza ściany". Politykę tę kontynuowali Jagiellonowie, dzięki czemu ziemie Podlasia, Podola, a także Litwę, Ukrainę i Białoruś, Wołyń zasiedliła drobna szlachta z Wielkopolski, Małopolski, Mazowsza, a nawet Śląska i Kujaw.
Rozrastanie się jednej rodziny i rozdrabnianie majątku protoplasty prowadziło do ubożenia szlachty zaściankowej. Jednak w Rzeczypospolitej Obojga Narodów warstwa ta miała inne źródła dochodu. Dorabiali się, jak to streścił Adam Mickiewicz w "Panu Tadeuszu": "w pańskich dworach/Lub w wojsku, na zajazdach, sejmikowych zborach".
Tu należy ponadto przypomnieć, że drobna szlachta cieszyła się pełnią praw obywatelskich, mogła decydować o losach kraju. "Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie" - głosiło znane do dziś przysłowie. Udział szlachty zaściankowej w życiu publicznym był niezwykle ważki z powodu masowości szlachectwa na Podlasiu. Podczas gdy na zachodzie Europy szlachta stanowiła od 2 do 6 proc. obywateli poszczególnych państw, na Podlasiu szlachty było, jak już wspominano, 50-90 procent.
- Szczególną zdobyczą i zasługą szlachty zaściankowej była demokratyzacja państwa, poczucie obywatelskości społeczeństwa - twierdzi Krzysztof Tołwiński. - Dziwię się współczesnym mówcom, którzy słowa "zaścianek" używają z tonem zaciekłości i pogardy, jako synonimu ciemnoty i zacofania.
Ostoja patriotyzmu
Patriotyzm kształtował się w czasie wojen, a tych nie brakło w dziejach Polski. - W historii każdej rodziny licznie występowali wojskowi różnych szarż. Byli to porucznicy, chorążowie, namiestnicy chorągwi pancernych, husarskich. Pełnienie służby dla Ojczyzny wytworzyło wysokie poczucie własnej godności, kształtowało głębokie odczuwanie patriotyzmu, honoru szlacheckiego - dodaje dr Irena Kotowicz-Borowy.
Szczególnie dramatyczny okazał się wiek XVII i XVIII, gdy przez ziemie Rzeczypospolitej przetaczały się wojska kozackie, tatarskie, tureckie, szwedzkie, moskiewskie.
Obraz ówczesnej szlachty zaściankowej zawarł Henryk Sienkiewicz w "Trylogii". Szczególnie bogato przedstawił ją w "Potopie", na przykładzie zaścianków otaczających majętność rodu Billewiczów. "Szlachta to była wojenna i w zawodzie rycerskim szczególnie rozmiłowana" - pisał. To właśnie ta szlachta - bitna, bohaterska, ale i rozważna, walczyła pod wodzą Wołodyjowskiego, wiernie opowiadała się wraz z nim za prawowitym władcą królem Janem Kazimierzem, stanowiła przeciwwagę zarówno dla zdradzieckich magnatów, jak i porywczego, wichrzycielskiego (przed przemianą duchową) Andrzeja Kmicica. W powieści Sienkiewicza ta warstwa, reprezentowana przez szlachtę laudańską, stanowi nośnik stałości, wierności, patriotyzmu.
Historycy zauważali, że drobna szlachta nie nosiła w sobie grzechów popełnianych przez magnatów (egoizmu, prywaty, anarchizmu), choć przejściowo ulegała ich wpływom, stawała się narzędziem ich ambicji i wichrzycielstwa. Joachim Lelewel w swym dziele "Polska, dzieje i rzeczy jej" pisał: "Powstawajmy na naszą oligarchię, na pany, na bezecne hrabie, narzekajmy na arystokratów, którzy obce wojska do kraju wprowadzili, co do rozszarpania Polski dzielnie się przyczynili, a nie poniewierajmy stanu drobnoszlacheckiego". Mimo chwilowych słabości ta "chudopacholska szlachta stanowi ostoję ducha narodowego, jest skarbnicą potencjalnego heroizmu". Romantyzm upatrywał w szlachcie zaściankowej - wolnej od wad wielkopańskich, ukształtowanej w szkole pracy, bliskiej ludu, ale mającej głęboką świadomość narodową - centrum odrodzenia Polski.
Egzamin z patriotyzmu szlachta zagrodowa zdała w okresie niewoli. - Uczucia patriotyczne charakteryzujące drobną szlachtę objawiały się szczególnie podczas zrywów narodowych, takich jak Powstanie Listopadowe, Styczniowe czy później Powstanie Warszawskie. Niepodległość Ojczyzny i jej wolność, a także wolność osobista stały u szlachty na pierwszym miejscu. Jako element bardziej oświecony, o wysokim wyrobieniu świadomości narodowej, drobna szlachta wyróżniała się pozytywnie już w Insurekcji Kościuszkowskiej - twierdzi dr Irena Kotowicz-Borowy. Drobną szlachtę widzimy nie tylko w powstańczych wojskach regularnych, ale także w oddziałach powstańczych i pospolitym ruszeniu.
- Ta warstwa zapłaciła największą cenę za walkę o niepodległość - dodaje Krzysztof Tołwiński.
Obrońcy Ojczyzny
W epoce porozbiorowej szlachta zaściankowa utraciła rolę obrońców rubieży oraz prawa obywatelskie. Nie mogła uczestniczyć w wyprawach wojennych ani w życiu publicznym. W ten sposób straciła rangę społeczną oraz źródła dodatkowych dochodów. Zubożała, codzienne zajęcia coraz bardziej upodobniały ją do chłopów. Zaborcy - zarówno Rosja, jak i Austria - widzieli w niej jedno z najbardziej niebezpiecznych środowisk oporu niepodległościowego.
Neutralizacji tej warstwy społecznej miały służyć weryfikacja przywilejów szlacheckich. Zarówno car Rosji, jak i cesarz Austrii dążyli do udowodnienia, że szlachta posiadająca od XIV-XVI w. nadania królewskie dysponuje ziemią tylko na zasadach dożywotniej dzierżawy. Cesarz po śmierci dzierżawcy stawał się właścicielem ziemi i sprzedawał ją w obce ręce, głównie osadnikom z Czech, Niemiec oraz Żydom. - W ten sposób realizowano plany rozbicia hermetycznych zaścianków drobnoszlacheckich, silnych przez więzy krewniacze i sąsiedzkie, jakie ich od wieków łączyły - twierdzi I. Kotowicz-Borowy. - Proces udowadniania szlachectwa był bardzo trudny, trwał niekiedy kilkanaście lat, wiązał się z dużymi kosztami - mówi Wanda Księżopolska. Wielu jednak podejmowało starania o potwierdzenie swego szlachectwa. Ostatecznie jedynie 10 proc. szlachty zaściankowej spełniło stawiane wymagania i uzyskało dyplomy.
Ci, którzy nie mogli się wylegitymować dyplomem, obracani byli w zaciężne chłopstwo albo stosowano wobec nich wysiedlenia. O ich skali może świadczyć fakt, że na Litwie i Rusi w latach 1832-1850 w głąb Rosji zostało wysiedlonych 55 tys. przedstawicieli drobnej szlachty. Sam ten fakt - szczególnie zaciekłe tępienie szlachty zaściankowej przez carat - najdobitniej świadczy o wartości tej warstwy społecznej. "Musi tam być życie, gdzie Moskal tnie siekierą" - pisał Mickiewicz.
Kolejne powstania narodowe przynosiły kolejne etapy martyrologii szlachty zaściankowej uczestniczącej w zrywach niepodległościowych. Trzeba zaznaczyć, że kary za udział w powstaniu były wyższe dla szlachty niż dla przedstawicieli innych warstw społecznych. Ponieważ uzyskanie dyplomu szlachectwa łączyło się z przysięgą na wierność carowi, walka narodowowyzwoleńcza traktowana była przez państwa zaborcze jako zdrada.
Represje ze strony zaborców nie niszczyły patriotyzmu i pragnienia wolności, ale je umacniały. Rusyfikacja prowadzona we wszystkich sferach życia wyzwalała opór, wzmagała patriotyzm, co obrazowo przedstawił Żeromski w "Syzyfowych pracach".
Mówiąc o szlachcie zaściankowej, nie sposób nie wspomnieć o obrazie tej warstwy społecznej, jaki przedstawiła Eliza Orzeszkowa w powieści "Nad Niemnem". Zaścianek Bohatyrowiczów nie tylko emanuje cnotami staropolskimi, ale także reprezentuje ideały ważne dla pozytywistów: społeczną użyteczność, szacunek dla pracy. U Orzeszkowej to właśnie środowisko jest, jakby to określił Mickiewicz, "arką przymierza między dawnymi a nowymi laty", syntezą, o którą modlił się Krasiński w "Psalmie Miłości": "Jeden tylko, jeden cud: z szlachtą polską, polski lud" - nośnikiem narodowych wartości i źródłem, z którego promieniują one na inne warstwy społeczne - także na resztę szlachty.
Wanda Księżopolska zwraca również uwagę na fakt, że szlachta zaściankowa wyróżniała się religijnością. W wielu domach jak relikwie przechowywane są dawne egzemplarze Pisma Świętego i książeczek do nabożeństwa. Szczególnie celebrowano uroczystości religijne. Uczestniczono w procesach, odpusty gromadziły całe rodziny. - Wysoka religijność drobnej szlachty wyrażała się nie tylko w postawach, ale również ma swoje zmaterializowane oblicze w postaci licznych krzyży i kapliczek, co do dzisiaj oznacza sakralizację przestrzeni zamieszkałej przez ród szlachecki i powierzenie jej opiece Boskiej - dodaje dr Irena Kotowicz-Borowy.
Korzenie są ważne
Wiele z przedstawionych cech - świadomość swego stanu, duma, szlachetność w relacjach międzyludzkich, silne więzy rodzinne, religijność - przetrwało kolejne burze dziejowe, zachowało się niemal do naszych czasów. Także za wschodnią granicą, gdzie przez kolejne lata żywioł polski i drobnoszlachecki poddawany był okrutnym represjom ze strony państwa sowieckiego. - Większość przedstawicieli rodów drobnoszlacheckich mieszkających obecnie na terenie Ukrainy, Białorusi czy Litwy rozumie polską mowę. Nieomal każda z tamtejszych rodzin drobnoszlacheckich ma bliskich krewnych w kraju, utrzymuje z nimi kontakt - mówi dr Irena Kotowicz-Borowy.
W ostatnich latach widać wzrost zainteresowania swymi korzeniami wśród młodszych pokoleń. - Coraz większej wagi nabiera dochodzenie genealogii rodów i potwierdzanie swojej rodowitości, a więc szlacheckiej tożsamości w dokumentach - mówi I. Kotowicz-Borowy. Dodać należy, że pojawiają się publikacje na temat szlachty zaściankowej, powstają stowarzyszenia mające na celu kultywowanie tradycji i wartości szlacheckich, zespoły taneczne mają w swych repertuarach tańce szlacheckie.
Szczególną inicjatywę podjął Krzysztof Tołwiński, wiceprezes białostockiego oddziału Związku Szlachty Polskiej. W Jasionówce koło Siemiatycz stworzył Ośrodek Kultury Szlacheckiej, organizuje i współorganizuje imprezy nawiązujące do tradycji szlacheckich: Wystawę Koni Hodowlanych, Hubertusa. - Związki mojej rodziny z tutejszym zaściankiem liczą już ponad 350 lat. Wierność Ojczyźnie, poczucie obowiązku jej obrony moi przodkowie okupili niejednokrotnie krwią, zsyłkami, konfiskatami - tłumaczy K. Tołwiński. - Trzeba dziś, po tylu latach zakłamania, jasno powiedzieć, że zaścianki szlacheckie były ośrodkami kultury i patriotyzmu. Odnajdywanie szlacheckich korzeni, nawiązywanie do rodzinnych tradycji to nie poszukiwanie rodowodów i herbów, by się nimi szczycić, ale przyjęcie na siebie obowiązku służenia Ojczyźnie, kierowanie się poczuciem odpowiedzialności i honoru. Szlacheckość to polskość, obywatelskość, zobowiązanie do służby.
Anna Wasak
Subscribe to:
Comments (Atom)